sobota, 28 marca 2015

Medugorje ♥


Cześć!
Wróciłam!
Tak właściwie to już tydzień temu, ale... ^^"
Jak zawsze zbieram siły i chęci do pisania. A raczej do zgrania zdjęć na komputer i wstawienia ich tutaj, a to trwa dłuuugo. Bardzo długo. 
Jak już wspominałam w ostatnim poście wraz z rodzicami i ciotką pojechałam na pielgrzymkę do Medugorje. Medugorje znajduje się w Bośni i Hercegowinie. Zacznijmy może od podróży?
*Jechaliśmy autobusem przez około 26 godzin.
 Na autobusie była narysowana ikonka wi-fi, więc stwierdziłam, że jakoś przeżyję. Ale cóż z tego, że jest wi-fi, skoro zasięg jest tak słaby, że nic nie da się zrobić? Najgorsza była przeprawa przez granicę i oczywiście spanie w nocy. Na granicy z Bośnią i Hercegowiną staliśmy jakieś 30-60 minut. (Dlaczego to państwo nie należy do UE? :"c ) Spanie. Spanie jak spanie. Trudniej znaleźć wygodną pozycję. W moim przypadku te poszukiwania trwały do granicy z Bośnią. Musiałam wstać i przygotować paszport. 
*Ludzie. 
Wszystko pięknie, fajnie. Nie spodziewałam się, że na tej pielgrzymce będzie choćby 1/4 osób w podobnym wieku do mojego. Szkoła i takie tam.... No ale 3/4 seniorów, to już jest coś! Reszta to dorośli w przedziale 35-40 lat + Sylwia 26, ale z nikim nie rozmawiała. Trzymałam się głównie z rodzicami, ciotką , koleżanką rodziców + Gosią i ciocią Gosi. Faaajni ludzie. c:
*Widoki.
Pięknie, ślicznie, cudownie. Chcę tam wracać! 
Podczas jazdy przez Chorowację i Bośnię, ciągle widać góry, czasem kawałki morza lub rzeki. Pięknie, pięknie. Szkoda, że zdjęcia nie oddają tak tego piękna, ale przez szybę nie zrobi się fantastycznego zdjęcia. 
W samej Medugorji jest również bardzo ładnie. Miasto jest otoczone górami, które z naszej perspektywy wyglądały jak pagórki. 
*Medugorje.
CZYSTE POWIETRZE. Tam nie mają kominów! Ogrzewają domy poprzez klimatyzację. A powietrze jest takie rześkie, świeże... Aż chce się oddychać! (Nie to co w Polsce)
Idąc do kościoła, trzeba być przygotowanym na to, że wyjście trzeba zaplanować jakoś 30 minut wcześniej, niż normalnie. Po drodze jest tyle straganów z różańcami, figurkami, obrazami, breloczkami i innymi pamiątkami, że za każdym razem człowiek się zatrzyma, bo znów coś mu wpadnie w oko. 
Msze Święte. Były codziennie. Nasza grupa często miała polską Mszę połączoną z inną grupą z Polski. Potem o 17.00 zaczynał się blok modlitewny. Od 17.00 był różaniec. O 17.40 Matka Boża zstępowała na ziemię, przechodziła przez kościół. Chór w kościele jest przepiękny. Na św. Józefa po prostu chór zrobił na mnie największe wrażenie. Miałam wrażenie, że to nie ludzie śpiewają, a anioły. Na każdej Mszy można było zobaczyć człowieka, każdej narodowości. Pierwszego dnia nie mogłam skupić się i modlić w ojczystym języku, gdyż Włosi przekrzykiwali nawet Horowatów. Horowackie modlitwy są piękne. To znaczy brzmią pięknie. Język podobny do naszego, ale jednak inny. A ta gościnność i szczęście! Nie ważne kogo zaczepisz na ulicy, nie ważne, że nie znasz jego języka, a on Twojego. Zawsze Ci wytłumaczy. Na migi. Uśmiechnie się . Pożegna. W Polsce, nie tylko randomowy człowiek nie wskazałby Ci drogi, a jeszcze uraczyłby Cię soczystą wiązanką, że "Nie mam czasu, muszę iść do pracy, śpieszę się!"
TAK NIKT SIĘ NIE SPIESZY!
Ludzie ciągle chodzą z różańcami w rękach i modlą się. 
Pola. Wszystko jest bardzo równo zasiane. Jak od linijki. Idealnie wymierzone. Pięknie to wygląda. Chciałabym to zobaczyć, gdy już plony urosną. Jedzenie było bardzo dobre. 

Co (kogo) widziałam?
- Vickę. Jest to jedna z widzących Matkę Bożą. 
- Mirjanę. Byłam na objawieniu. Matka Boża objawia się jej co roku, w dniu jej urodzin. 18 marzec. 
- Rzeźbę Jezusa Zmartwychwstałego. (chyba tak się nazywała) 
Z kolana leciała bezbarwna ciecz, o konsystencji takiej, jak krew. Ludzie łapali ją na chusteczkę, gdyż ona ulecza. Trzeba przyłożyć nasączoną chustkę, w to miejsce, które np. boli i pomodlić się. 
- Górę Objawień.
- Nancy. Jest to żona Patryka. Być może ktoś kojarzy opowieść o małżeństwie z Kanady, które miało 4 dzieci. Każde z tych dzieci miało jakiś nałóg itp. To dlatego, że rodzina ta nie wierzyła w Boga. Jedno było homoseksualistą, drugie alkoholikiem, trzecie narkomanem, a czwarte coś jeszcze. Ogółem ten mężczyzna był rozwodnikiem (3 małżeństwa, każde rozpadło się, gdyż on zdradzał) z Nancy też coś było. Teraz dzięki wierze nawrócili się oni i 2 ich dzieci. Mieszkają w zamku. Pomagają finansowo kościołowi i sponsorują przyjazdy do Medugorje księżom. 
- Matczyną Wioskę.
- Górę Krzyża.
- Częstochowa. Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i inne. 
Niektórych miejsc nie znam nazw, dlatego nie wypisuję ich od myślników. 


Warszawa. Pałac kultury.


Kościół. Figurka Matki Bożej.

Rzeźba Jezusa Zmartwychwstałego.




"Myślisz, że Cie nie widzę?"

Vicka. 

Pierwszy pies w Medugorje. Pierwszego dnia nie zobaczyłam, ani psa, ani dziecka. Przeraziło mnie to. Duża radość z psa. 

Pies nancy i Patricka. I ja. Ja należę do rodziców. 




Nancy. Ta z lewej.


Selfie.

Dududududuuuu! I'm fabulous, bitch!







Góra objawień. 

Podczas objawienia. 

Ta obok faceta w czerwonej bluzie to Mirjana. (blondynka)

Dom rodzinny Vicki. 


Grupowe zdjęcie w Matczynej Wiosce. 



Że ładnie zapozować, taak? Ale ten wiatyr nie pozwoli. :<


Samojebka z zaskoczenia. >.>

To światło! Razi!





Ja nie wejdę?

Selfie? jakie selfie?! Spróbuj tylko to Cie ugryzę!







Puniamy. Powrót. 

piątek, 6 marca 2015

Zakopane, Medjugorie, kryzys ♥

WYJAZD
Jak było na feriach zimowych? W sumie to mi się dosyć podobało, choć jak zawsze jest kilka "ale". >.<
*Nie było wieczoku zapoznawczego- nie poznałam wszystkich, którzy byli na kolonii... Nawet z imienia...Taa..
*Kolonia ze Śląska - Zobaczyłam kilku chłopców w bluzach ReZigiusza... No cóż przywitałam się. Myślałam, że mimo różnicy wieku itd. pogadamy sobie. Niestety smutek. Dzieci z podstawówki zaczęły na mnie wyklinać. Pozdro.
*Rutyna - codziennie rano było śniadanie, potem narty, obiad, kolacja, spać.
*Za dużo wolnego czasu - Ja doskonale rozumiem, że młodzież powinna sama sobie zorganizować czas, ALE: nie znamy się, nie było miejsca typu stołówka ze stołem do ping-ponga... No i wyszło na to, że siedzieliśmy w pokojach. Nie zawsze swoich.

No i to by było na tyle z tych minusów.
A plusy?
*Nauczyłam się jeździć na nartach! :)
Nie jeżdżę oczywiście jak profesjonalista, który nauczył się tego mając 5 lat, ale potrafię utrzymać równowagę i zjechać z górki. Jest postęp!
*Poznałam Białorusinkę. 
Przez przypadek wylądowałam w autobusie na siedzenie obok Białorusinki. Na początku się wystraszyłam, gdyż po rosyjsku to ja za dużo bym nie powiedziała.... Na szczęście Żenia doskonale mówiła po polsku! ;p
*Ruszyłam tyłek z domu.
*Nawdychałam się świeżego powietrza.

WYJAZD BYŁ FAJNY!

Jest już jakieś 2 tygodnie po zakończeniu ferii. Tak wiem... Pośpieszyłam się z postem. Ogółem mam teraz kryzys polegający na tym, że nie mam ochoty chodzić do szkoły. Dlaczego? Uczę się do kartkówek itd. a teraz przyszedł ten czas, gdy za wszystko dostaję 3 lub dla odmiany 3+. Moje poczucie własnej wartości maleje... Teraz nie ma za co łapać dobrych ocen. Trzecia gimnazjum. Miesiąc i coś do egzaminu. Do szkoły się dostanę? Dostanę! Ale co dalej? Co z tego, że skończę tą pitoloną szkołę, skoro potem nie będzie pracy? Ugh. Na szczęście jeszcze tydzień chodzenia do szkoły i w sobotę jadę z rodzicami oraz jakąś grupą ludzi do Bośni i Hercegowiny.Tak dokładniej to do Medjugorie'i. Objawienia i tak dalej. Będę się modlić o dobre oceny i o cierpliwość.