środa, 28 stycznia 2015

Brak prądu, goście ♥

Cześć.
A cóż to tak często się posty dodaje?
A tak się składa, że mam wenę. Wczoraj był dzień patrona naszej szkoły ( im. Unitów Podlaskich). Była dosyć duża akademia. Nawet był facet z aparatem z podlasia24....Eghm.. A co się robi, gdy ktoś próbuje zrobić Ci zdjęcie z ukrycia? Pewnie głupią minę. >.<

Skoro tak to wyzwanie: Znajdź uśmiechnięte dziecko downa.
Potem był mecz uczniowie vs nauczyciele w siatkówkę. Jednak ku zdziwieniu okazało się, że to my- uczniowie mamy lepszą kondycję na dłuższą metę.
Ostatnio oglądałam też live'a u Jasia. (@jdabrowsky , #tereferelove) Czekałam na tą chwilę, gdy zobaczę paczkę, którą wysłałam, aczkolwiek okazało się, że to nie była dobra chwila. Ale dziś jest kolejny live, więc być może teraz ujrzę to piękne pudełko w kopercie. *nocomment*
Jutro jest dyskoteka szkolna, na której wybierani będą: tududududududuuuuuu król i królowa. Stwierdziłam, że skoro i tak nie wygram to pójdę od razu w koronie. Oby była dobra zabawa.
Wraz z końcem tego tygodnia zaczynają się moje długo wyczekiwane ferie!
W sobotę przyjeżdżają Białorusini. Będę ich oprowadzać po przedszkolu i po hali sportowej. Potem jeszcze ma być czas na rozmowy. Postaram się zrobić dużo zdjęć. :)
No, a w niedzielę wyjeżdżam na obóz/kolonię z księdzem. Będziemy jeździć na nartach i inne. Mam nadzieję, że wrócę w jednym kawałku. >.<





Moja praca na konkurs JDabrowsky'ego. :)

Zajawka granatem. >.<

Brak prądu- czytamy przy świeczce. 

sobota, 17 stycznia 2015

Białoruś ♥

Dzień dobry!
Jest już nasty styczeń 2015 roku, a ja piszę pierwszy post. Mimo ciągłego przesiadywania przy komputerze nigdy nie kusi mnie ani blogspot, ani klawiatura. Ale o czym tu wiele pisać? Szkoła zabiera mi 8 godzin dziennie. Co prawda podczas tego czasu dzieje się coś ciekawego, ale nie na tyle, by pisać o tym cały post.
No, ale do rzeczy święta minęły, Sylwester również.
Z braku zdjęć dodam moje wypieki- muffiny z czekoladą. 

Jak go spędziłam?
Tak jak w poprzednim roku, wraz z Maryśką. Spotkałyśmy się około godziny 18.30, obejrzałyśmy jakaś połowę filmu pt. " Wplątani", potem jakieś 10 minut przed północą wyszłyśmy na ulicę, aby popatrzeć na fajerwerki. Co roku brzydsze, mniej efektowne, ale zawsze puszczanie fajerwerków w Sylwestra jest, gdyż jest to swego rodzaju tradycją. Niestety muszę przyznać, że z roku na rok ludzie są coraz mniej przyjaźni, bezpośredni w stosunku do siebie. W tamtego Sylwestra o północy wszyscy w domach, na ulicach śpiewali, cieszyli się Nowym Rokiem, zaczepiali przechodzących i rozmawiali z nimi. W tym roku wszyscy gburowato wypełnili swoje "obowiązki" i poszli spać.

Białoruś!
Zapomniałabym wspomnieć o moim pobycie na Białorusi. Jeszcze w grudniu nasza szkoła zorganizowała wycieczkę na Białoruś (do Białorusi?). Z resztą. Po prostu pojechaliśmy ogarnąć Białorusinów, ich sklepy, styl bycia i stosunek do historii, ludzi i inne. O naszej 6.00 wyjechaliśmy z Polski. Na granicy staliśmy bitą godzinę, gdyż panowie i panie w charakterystycznych czapkach musieli popatrzeć na nasze paszporty i na nas kilka razy dla pewności, potem popodbijać jakimiś pieczątkami itd. Gdy wjechaliśmy na teren Białorusi u nas była 7.00, a u nich 9.00. Pozytywnie zaskoczyły mnie ulice Brześcia. Wszystkie latarnie były ozdobione świecącymi "cosiami" w kształcie reniferów, dzwonków i innych, co wyglądało pięknie, gdy już wracaliśmy. Pojechaliśmy do szkoły numer bodajże 9. Przywitało nas grono tamtejszych nauczycieli i uczniów w ich strojach ludowych chlebem i solą. Pokazali nam ich szkolne muzeum czegośtam, oprowadzili po klasach. Ku mojemu zaskoczeniu dzieci były bardzo spokojne. Byli ubrani bardzo elegancko i schludnie. Potem zwiedziliśmy Twierdzę Brzeską, muzeum, w którym Białorusinka nawijała o czymś, czego my Polacy nie rozumieliśmy, gdyż nawijała jak katarynka. Po zwiedzeniu tych miejsc dostaliśmy godzinkę czasu wolnego, aby zapoznać się ze sklepami. I tu jest szok. Patrzysz na chleb, a ten kosztuje 3100 rubli. 3 tysiące! Ale w przeliczeniu na nasze okazuje się to być nieco niższa cena. Kasjerki i tubylcy patrzyli się na Polaków z ciekawymi minami. Dlaczego? Długie kolejki do kasy, a każdy ma chałwę, typowy chleb smakujący jak kwas chlebowy i jakieś ryby suszone. Następnie znów pojechaliśmy do tamtej szkoły. Tym razem kazali nam integrować się z naszymi "rówieśnikami", którzy ponoć mieli rozumieć coś po polsku i oczywiście być naszymi rówieśnikami. Okazało się, że po polsku ani be, ani me, a jak spytało się ich o wiek to była odpowiedź "Mam 11/12 lat". Ot rówieśnicy dla 15-16 latków. Rozmawiać z nimi też nie było o czym. Gdy spróbowałam spytać przykładowego Saszę co robi w ciągu dnia, ten odpowiedział "Rano wstaję, idę na zajęcia z pływania, potem idę do szkoły na zajęcia, wracam do domu, odrabiam lekcję i idę spać." No i o czym z takim pogadasz, skoro zgasił Cie kompletnym brakiem zainteresowań?
Po całym dniu słuchaniu bełkotu Białorusinów byłam okropnie zmęczona. Ale ciekawostka! Tej nocy nawet w snach słyszałam ten bełkot, a następnego dnia w naszej, kochanej, polskiej szkole z daleka słyszałam ten denerwujący akcent.
W tego typu czapkach nas przywitali. I teraz rozkmina "Czy im nie jest zimno w uszy, gdy jest mróz?"


Kiedy kolejny wyjazd?
Ponoć  mamy znów do nich pojechać. Tym razem oni mają coś rozumieć po naszemu. ;__;
Natomiast 30 stycznia owi uczniowie wraz z nauczycielami przyjeżdżają do nas. Jako, że nasza szkołą jest na wsi, to nie mamy im zbytnio co pokazać, ale może coś się uda. Będę ich oprowadzać. Pewnie będzie to wyglądać mniej więcej tak "Zdrastwujcie, ja chatiła wam pokazat nasz morg, klasu biołogii." *morg- kostnica, czy coś w ten deseń.